30.12.2013

"Próby Ognia" - James Dashner

Tytuł: "Próby Ognia"
Autor: James Dashner
Tytuł oryginalny: "The Scorch Trials"
Ilość stron: 420
Seria: Trylogia Więzień Labiryntu
Tom: II
Ocena: 5/6

Znalezienie wyjścia z Labiryntu miało być końcem. Żadnych więcej niespodzianek, żadnych puzzli. I żadnego uciekania. Thomas był przekonany, że jeśli Streferzy zdołają się wydostać, odzyskają swoje dawne życie.
W Labiryncie życie było łatwe. Było jedzenie, schronienie i względne bezpieczeństwo. Dopóki Teresa nie zapoczątkowała końca. Ale w świecie poza Labiryntem koniec został zapoczątkowany już dawno temu.
Spalona przez Pożogę i wysuszona z powodu nowego surowego klimatu, Ziemia stała się krainą zniszczenia, penetrowaną przez Poparzeńców, ludzi zarażonych Pożogą.
Dlatego Streferzy wciąż nie mogą przestać uciekać. Zamiast upragnionej wolności, muszą stawić czoła jeszcze jednej próbie. Muszą przejść przez najbardziej spaloną część świata i dotrzeć do celu w ciągu dwóch tygodni.
Ale DRESZCZ przygotował im na tej drodze wiele niespodzianek. Wiele krwawych niespodzianek...


Próby Ognia Jamesa Dashnera jest drugą częścią trylogii "Więzień Labiryntu". Ten tom bardzo mi się spodobał, nie wiem czy nie zaryzykować nawet stwierdzenia, że jest lepszy niż poprzednia część, bo naprawdę, o ile pierwsza nie zachwyciła mnie, to ta już miała 'to coś'.

Akcja książki rozpoczyna się w miejscu, w którym skończyła się poprzednia. Thomas i inni streferzy trafiają do domu, w którym myślą, że są bezpieczni, ale okazje się, że wcale tak nie jest. Tracą Terese, zyskują nowego kolege, muszą radzić sobie z głodem, żeby potem móc najeść się do syta. A potem rozpoczynają się kolejne próby. Przychodzi do nich mężczyzna, który przedstawia im zadanie. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Tylko nieliczni ujdą z życiem...

Może zabrzmi to dziwnie, ale zaintrygował mnie sposób w jaki umierali niektórzy bohaterowie. Autor książki wymyślał bardzo ciekawe rzeczy, nie chcę spojlerować, dlatego na tym się zatrzymam.
Książka jest bardzo nieprzewidywalna i trzyma w napięciu. Aż do ostatniej kartki nie wiedziałam co się dzieje, komu powinni zaufać, a kto jest zdrajcą. Kim tak naprawdę jest nowy chłopak? Czy DRESZCZ jest dobry? Czy Teresa mogłaby zdradzić? Czym są wszystkie 'zmienne'? Co DRESZCZ chce osiągnąć? Kim takim jest Thomas, że jest dla nich tak ważny?
Te i wiele innych pytań wciąż pozostają w mojej głowie bez odpowiedzi. Przez mój umysł przelatują różne wątki, które niby mówią wszystko, ale z których niewiele rozumiem, które pozostawiają niedosyt i chęć sięgnięcia po kolejną część, żeby odkryć wszystkie tajemnice czekające w jej wnętrzu.

Opowieść o Thomasie wciąga. I to bardzo. Chociaż przeczytanie książki zajęło mi dość sporo czasu (było to spowodowane ogromem nauki), nie mogłam zasnąć nie przeczytawszy chociaż jednego rozdziału zaspokajającego moją ciekawość.

„Śmiało, umieraj razem z Thomasem. Ja wolę uciec po kryjomu i żyć później z wyrzutami sumienia.”

Pomysł na całą serię jest dość nietypowy. O ile pobyt w Labiryncie na początku wydawał się dość nieciekawy, o tyle druga część już do mnie przemówiła. Historia wzbudza bardzo dużo emocji, całą ich gamę - od śmiechu poprzez gniew aż do łez.

Ciekawi są też bohaterowie. Thomas z nudnego, strachliwego chłopaka zmienia się niemal w przywódcę, co jak dla mnie jest wielkim postępem. W tej części staję się już dość atrakcyjny, w porównaniu do poprzedniej kiedy wzbudzał we mnie raczej odrazę, jest to kolejny plus.
Uwielbiam Minho. Od początku darzyłam go sympatią, ma w sobie to coś ;) Teresy i Nowego Chłopaka (pisze tak bo nie pamiętam jego imienia) nie mogę za bardzo rozgryźć, co w sumie czyni ich postacie jeszcze bardziej interesującymi. Jest jeszcze Newt, co do którego moje uczucia są mieszane, nie jest ani moim ulubieńcem, ani też nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Pozostałych streferów nie znam za dobrze lub nie jestem do nich przywiązana, więc nie ma co o nich wspominać :)

To mniej więcej tak wyglądają moje odczucia względem tej książki, nic więcej nie przychodzi mi do głowy, co mogłabym jeszcze dodać.

Części:
1. "Więzień Labiryntu"
2. "Próby Ognia"
3. "The Kill Order"

Podsumowanie: Bardzo dobra książka, wspominam pozytywnie, dość ciekawy pomysł, trzyma w napięciu no i jest nieprzewidywalna. Moim zdaniem lepsza od poprzedniej części.

A.

28.12.2013

Literary Land na Facebooku

Nie wiem czy ktoś zdążył już zauważyć, ale po prawej stronie mojego bloga (jakkolwiek to miejsce się nazywa) pojawiła się niebieska ikonka z kciukiem, która już chyba nikomu nie jest obca. Nie wiem, czy mądrą decyzją jest zakładanie fanpage'a, jednak myślę, że dzięki temu łatwiej zdobędę czytelników, a każdy z nich będzie mógł być na bieżąco, bo w XXI wieku większość społeczeństwa korzysta z facebooka, i z niego dowiaduje się o wielu rzeczy, dziejących się dookoła.

Także bardzo byłabym wdzięczna za każdy kliknięty kciuk i byłoby mi bardzo miło, gdyby jedynymi osobami, które lubią moja stronkę nie była moja mama i przyjaciółka (żart, moja mama nawet nie ma facebooka). :)



xo, A.

23.12.2013

Świąteczna lista prezentów (nie tylko książkowych).

Zauważyłam, że ostatnio na blogach pojawia się mnóstwo postów typu "List do Świętego Mikołaja". Widać, że świąteczna atmosfera już zawładnęła naszymi umysłami i sercami. Jestem pewna, że wyczekujecie tego magicznego dnia, którym jest wigilia - rodzinny posiłek, świąteczne filmy, no i oczywiście... prezenty. Bo kto nie cieszy się z prezentów? Ja cieszę się z nich tak samo w wieku licealnym jak cieszyłam się w przedszkolu, podstawówce i gimnazjum. Bez względu na wiek każdy lubi dostawać prezenty, nawet jeżeli się do tego nie przyznaje.

Cóż, ja się przyznaję i dlatego też tworzę tutaj listę rzeczy, które szczególnie mi się marzą.
Jako, że jest to blog książkowy zacznę właśnie od książek, ale na mojej liście znajdą się również inne rzeczy. Niektóre przydatne, inne niekoniecznie, ale przynajmniej dobrze wyglądające. ;)

1. "Szukając Alaski"  John Green
Ta książka, i wszystkie jej pozytywne recenzje chodzą za mną i nie dają mi spokoju. Mogłabym oczywiście pójść do biblioteki i wypożyczyć ją, ale myślę, że lepiej byłoby gdybym po prostu dostała ją na święta.
Lubię mieć w domu książki, które mi się podobają i móc zawsze do nich zajrzeć, a jestem prawie pewna, że ta książka stanie się jedną z moich ulubionych jak tylko ją przeczytam. :)




2. "Papierowa Miasta"  John Green
Mogłabym napisać tu dokładnie to samo co powyżej.

Posiadam już "Gwiazd Naszych Wina", więc miło byłoby mieć całą kolekcję książek Johna Greena, bo jestem pewna, że mi się spodobają no i będą ładnie wyglądać na półce. :)
3. "Poradnik Pozytywnego Myślenia"  Matthew Quick
Trzecie pozycja nie jest już Johnem Greenem. Tu znalazła się książka "Poradnik Pozytywnego Myślenia". Nie wiem właściwie dlaczego chcę ją posiąść, ale miło byłoby, gdyby znalazła się na mojej półce. Widziałam film, nie wiem czy była to mądra decyzja, bo książki, oczywiście, jeszcze nie czytałam, ale mam nadzieje, że nie był to wielki błąd.





4. Świeczki zapachowe
Bez względu na to jak bardzo niepotrzebne są mi ta małe świecące rzeczy - mam do nich słabość. No bo przecież tworzenie świątecznej atmosfery poprzez zapalanie świeczek? To jest urzekające ;3
No i jeszcze zapach. Kocham świeczki cynamonowe, bo najbardziej kojarzą mi się ze świętami. Woń unosząca się w całym pokoju mm... kto tego nie lubi?


5. Ogrzewacz do rąk
Kolejna rzecz, która tak naprawdę nie jest mi zupełnie do niczego potrzebna. Ale spójrzcie tylko na te urocze termosiki! Są tak słodkie, że aż żal ich do siebie nie przygarnąć.
Poza tym wszystkim zimą marzną ręce, a taki świąteczny ogrzewacz, oprócz tego, że świetnie się prezentuje, to jeszcze pomaga uporać się z zimnymi rękami.





6. Zakładka "Dary Anioła"
Nie jestem wielką fanką Darów Anioła, ale do tej zakładki mam po prostu słabość. Znalazłam ją w sklepiku internetowym "Onlyhope" i zakładka po prostu nie może ulotnić się z mojego umysłu.
Mam świadomość tego, że z moimi zdolnościami szybko oderwałabym lub zepsuła poszczególne elementy, ale sama świadomość posiadania jest dla mnie wystarczająca.

7. Świąteczny sweter
Rzecz, której co roku, w okresie świątecznym, mi brakuje. Rzecz, która powinna znajdować się w moich świątecznych outfitach w tym czasie, ale niestety tak się nie dzieje. Brakuje mi świątecznego swetra! Wystarczyłby jeden! No bo przecież święta trwają tylko kilka dni i nie ma co przesadzać z ubraniami, które właściwie zakłada się tylko raz w roku, ale chociaż jeden, no proszę! :)




8. Jelly Belly! 
Żelki od których jestem po prostu uzależniona! W Polsce nie występują w swojej oryginalnej postaci, ale zadowalają mnie też te 'Jelly Bean' z empiku. Nie mam pojęcie co jest w nich takiego wspaniałego, że w ciągu godziny mogę zjeść całe 75 gramowe opakowanie, chociaż nie jestem głodna, nie mam ochoty na słodycze i staram się zdrowo odżywiać, ale na pewno na dobre mi to nie wyjdzie, chociaż tak naprawdę nie za bardzo się tym przejmuję. :)


Chciałam na mojej liście umieścić 10 punktów, jednak nie mam już pomysłów na kolejne prezenty.

Na zakończenie życzę wam pięknych, pogodnych świąt, spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Mnóstwa prezentów, które będą najlepszymi prezentami jakie w życiu dostaliście. Oczywiście życzę też dużo ŚNIEGU, chociaż na śnieg się nie zapowiada, święta w świecie otulonym śniegiem są jeszcze bardziej magiczne. No i żeby spełniły się wszystkie wasze marzenia. Te małe i te większe, i żebyście byli szczęśliwi w zbliżającym się roku 2014.

Wesołych Świąt, A.

16.12.2013

30-Day Book Challenge.

Dzień pierwszy - Najlepsza książka, jaką czytałam w zeszłym roku.
Nie pamiętam szczerze mówiąc jakie książki czytałam w zeszłym roku, a jako że nigdzie tego nie zapisywałam nie mam też jak sprawdzić, ale myślę, że "Miasto Kości" mogłam czytać w zeszłym roku, a w tym czytałam ponownie żeby przypomnieć sobie przed filmem jak to dokładnie było. A jako że zapamiętałam tą pozycję myślę, że mogę ją uznać za najlepszą zeszłego roku. :) 
 
Dzień drugi - Książka, którą czytałam więcej niż 3 razy.
"Mały Książę" & "Lotta z Ulicy Awanturników"
Większość książek czytam tylko raz, czasem zdarzy się, ze zrobię to 2 razy raczej nie 3 ani więcej. "Małego Księcia" i "Lottę z Ulicy Awanturników" czytywałam za młodu, kiedy jeszcze nie byłam wielką fanką czytania. Były to krótkie książki, które potrafiły mnie zaciekawić, a jednocześnie były lekki i przyjemne, dlatego mogłam je czytać w kółko, kiedy tylko miałam na to ochotę.
 
Dzień trzeci - Ulubiona seria
To jest bardzo trudne, bo uwielbiam wiele serii są wśród nich "Igrzyska Śmierci", "Akademia Wampirów", "Szeptem" i wiele innych, ale powinnam wybrać jedną, więc myślę, że za ulubioną serię mogę uznać "Delirium". Nie czytałam wszystkich części, ale to co przeczytałam wystarczy, żeby powiedzieć, że jest to najpiękniejsza serii, jaką znam.
 
Dzień czwarty - Ulubiona książka ulubionej serii
Obie części serii były cudowne, ale przy drugiej wiedziałam już o co chodzi i nie miałam tak wielkiej przyjemności z odkrywania jej wnętrza jak w pierwszej. No i tak samo główna bohaterka w drugiej części była już wtajemniczona w ten 'nowy' świat, a w pierwszej dopiero ktoś zaczął jej go pokazywać, więc tak pierwszą część zdecydowanie lubię bardziej. :)
 
Dzień piąty - Książka, która poprawia ci humor.
Długo zastanawiałam się nad odpowiedzią na to, bo nie mam książek, które poprawiają mi humor. Szczególnie, że lubię takie przy których mogę się rozpłakać. Ostatecznie doszłam do wniosku, że "Szeptem" może być taką książką. Nie do końca jest poprawiająca humor, ale myśl o jej treści przywołuje uśmiech na moje usta. :) 
 
 
 
 
xo, A.


09.12.2013

"Błękit Szafiru" - Kerstin Gier



Tytuł: "Błękit Szafiru"
Autor: Kerstin Gier
Tytuł oryginalny: "Saphirblau"
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 364
Seria: Trylogia Czasu
Tom: II
Ocena: 5/6

Opis:
"Błękit Szafiru to już drugi tom Trylogii czasu. Gwendolyn i Gideon zapatrzeni w siebie wrócili właśnie z początku XX wieku. Ale sprawy tylko się skomplikowały. Czy Strażnicy mają rację uznając Lucy i Paula za przestępców, czy też może mylą się w swej wierności Hrabiemu de Saint Germain? Gwendolyn jako jedyna zdaje się mieć wątpliwości. Uczucia Gideona do Gwen wystawione zostają na najpoważniejszą próbę… Podróże w czasie, niebezpieczeństwa, miłość… Trylogia czasu cię pochłonie. Czerwień Rubinu jest już dostępna. Błękit Szafiru trzymasz w dłoni. Zieleń Szmaragdu pojawi się niebawem…"

Moje wrażenia:
Po przeczytaniu pierwszej części nie byłam zbyt pozytywnie nastawiona do serii, jednak ktoś (Ema Pisula z bloga "Nasz Papierowy Świat") powiedział mi (właściwie napisała to w komentarzu), że kolejne części są lepsze, więc starałam się nie zniechęcać. I bardzo się z tego cieszę, bo kolejna część okazała się rzeczywiście o niebo lepsza i teraz nie mogę się doczekać kolejnego tomu!

„Nie ufaj nikomu i niczemu. Nawet własnym uczuciom.”

Myślę, że to lepsze postrzeganie książki wynika z tego, że trochę więcej rozumiem, trochę więcej się dzieje. Nareszcie mam trochę więcej pojęcia o relacji Gideon - Gwendolyn, co jest wielkim plusem.

„- Przestań. To nie do zniesienia, jaki jesteś zarozumiały. - Przepraszam. Ale to takie... oszałamiające uczucie, wiedzieć, że z mojego powodu zapominasz o oddychaniu.”
 
Akcja drugiego tomu Trylogii Czasu rozpoczyna się w miejscu, w którym zakończyła się "Czerwień Rubinu". Gwenodolyn jest świeżo upieczoną podróżniczką w czasie. Do tego jeszcze zakochaną. Dziewczyna musi oddzielić uczucia od zadania, które ma do wykonania, a o którym właściwie nic nie wie - nikt nie chce jej wyjaśnić na czym dokładnie polega jej rola w całym przedsięwzięciu, co wprowadza tu trochę tajemniczej atmosfery.
Gwen poznaje nowego towarzysza Xemeriusa, który jest gargulcem/duchem/demonem i tylko ona go widzi i słyszy (co swoją drogą doprowadza do bardzo zabawnych sytuacji, ale o tym potem). Podczas przeskoków w czasie Gwen i Gideon coraz częściej padają ofiarami zaplanowanych napaści. Zaczynają poszukiwania zdrajcy wśród strażników. Pierwszą podejrzaną osobą jest, oczywiście, Gwen, której od samego początku nikt nie darzy zbytnim zaufaniem. 
 
„- Nie patrz tak na mnie.
- Jak znowu?
- Tak jakbyś nie mogła się poruszyć.
- Ale tak właśnie jest - odrzekłam poważnie. - Jestem budyniem. Przerobiłeś mnie na budyń.”
 
Troche nieskładny jest mój opis, ale po raz kolejny nie wiem które wątki powinnam w nim zawrzeć, a które nie są takie ważne. Mogłabym napisać o wszystkim, ale z drugiej strony zajęło by to bardzo dużo miejsca.
Tak jak już wspomniałam druga cześć Trylogii Czasu podoba mi się o wiele bardziej niż pierwsza. Jest ciekawsza. Więcej rozumiem. W pierwszej części miałam wrażenie, że autorka sporo spraw zostawiła sobie w domyśle. Oczywiście ona może się tego domyślić, ja nie, bo nie znam jej koncepcji. Jako że w drugiej części zaczęła wszystko przybliżać i pokazywać różne sprawy z różnych perspektyw cóż... to wszystko uprościło.
 
„To jest niestety niezaprzeczalna prawda, że zdrowy rozsadek cierpi tam, gdzie do gry wkracza miłość.”
 
Bardzo spodobała mi się postać Xemeriusa! Od teraz jest moim ulubionym bohaterem! Dzięki swoim rozmowom z Gwen sprawił, że zaczęłam śmiać się w autobusie jak głupia! To nie fajne, bo pewnie teraz ludzie, którzy tam byli mają mnie za jakąś idiotkę, ale musze przyznać, że to było zaskoczenie, bo zwykle potrafiłam się opanować a tu nagle coś takiego... hahaha jak sobie to przypominam to aż uśmiech na ustach się pojawia. :)
 
„I po raz drugi moje serce - tym razem w drugiej wersji, proteza serca, która odżyła pod wpływem czystej nadziei - stoczyło się z krawędzi i roztrzaskało na dnie wąwozu na tysiące maleńkich odłamków.”
 
Pani Gier wykreowała wspaniały świat, od którego ciężko się oderwać. Wątek podróżowania w czasie jest dość oryginalnym pomysłem, raczej rzadko spotykanym. Niewiele jest książek, w których możemy przenieść się do wieku XX czy XIX i poznać trochę tamtejszej kultury jednocześnie zostając w naszym świecie i ciągle widząc porównania, kogoś kto doświadcza czegoś takiego. Tworzy to niesamowity i fantastyczny klimat. Aż się nie chce wracać do rzeczywistości.
 
„Broń, z którą człowiek nie umie się obchodzić, zostaje z reguły użyta przeciw niemu.”
 
Nie wiem czy można nazwać to minusem, ale mam wątpliwość co do tytułu, wiem że poszczególne kamienie szlachetne oznaczają różne osoby. Rubinem była Gwen stąd tytuł pierwszej części. Ale chyba Szafirem jest Lucy (nie jestem tego pewna ale nie to jest w tym najważniejsze), dlatego nie wiem właściwie skąd wziął się tytuł? Biorąc pod uwagę, ze Lucy pojawiała się stosunkowo rzadko w książce nie ma to większego sensu.
 
Części:
1. "Czerwień Rubinu"
2. "Błękit Szafiru"
3. "Zieleń Szmaragdu"

Podsumowanie: Druga część Trylogii Czasu spodobała mi się o wiele bardziej niż pierwsza, chociaż jeszcze nie rozpracowałam sensu tytułu.

xo, A.

06.12.2013

Zabawa.

Pierwszy mój post o charakterze bardziej rozrywkowym. Pomyślałam, ze będzie to fajny przerywnik, jako że ostatnio mam bardzo dużo nauki i niewiele czasu na czytanie jak również pisanie. Jestem teraz w trakcie "Prób Ognia" James'a Dashner'a, mam nadzieje, że znajdę niedługo trochę czasu na dokończenie tejże właśnie pozycji i napisanie czegoś o niej.
A teraz zabawa, którą wyparzyłam na innym blogu.

Zasady: Do każdej literki twojego bloga dobierz jakąś książkę. Jaką? Jaką tylko chcesz! Taka, która zapadłą ci w pamięć, która poprawia ci humor, albo wręcz przeciwnie. Taka, na którą ochotę masz od bardzo dawna, albo jakaś fajna pozycja z dzieciństwa, co tylko przyjdzie ci do głowy.
 
L - "Lotta z Ulicy Awanturników" - Książka, którą potrafiłam czytać w kółko, kiedy byłam mała. Nie przepadałam wtedy za czytaniem, a zaletą tej książeczki była bardzo niewielka objętość. :)
I - "Intruz" - Książka, która zapadła mi w pamięć chyba ze względu na dość ciekawą fabułę i niecodzienny pomysł na całą historię.
T - "Trzy Metry Nad Niebem" - Oglądałam film pod takim tytułem i był przecudowny, dlatego książkę też mam w planach o jakiegoś czasu, ale jakoś nie mam na nią wolnej chwili.
E - "Eragon" - Nie czytałam i nawet nie wiem o czym jest ta książka, ale jest to pierwszy tytuł, który mi się skojarzył z literką 'E'.
R - "Romeo i Julia" - Mój ulubiony przykład na wszelkiego rodzaju rozprawkach, bo można podciągnąć pod prawie każdy temat i jest niezawodny, mimo że nawet nie udało mi się tego do końca przeczytać...
A - "Ala Makota" - Książka, której tytuł zawsze mnie intrygował, szczególnie, że chyba główna bohaterka jest moją imienniczką, jednak nigdy nie przeczytałam.
R - "Requiem" - Trzecia część "Delirium". Nie mogę się doczekać aż przeczytam, bo seria zajmuje szczytowe miejsca na mojej liście ulubionych książek. :)
Y - ?
 
L - "Las zębów i rąk" - Tytuł! Tytuł jest chyba tym, co najbardziej mnie w książce intryguje! Nie czytałam, ale mam zamiar zrobić to kiedy tylko będę miała czas.
A - "Akademia Wampirów" - Kolejna z moich ulubionych książek i serii!
N - "Niezgodna" - jak wyżej, książka, która kocham!
D - "Delirium" - jak wyżej, no i jak już pisałam nie mogę się doczekać, aż przeczytam 3 część z serii! :)

xo, A.

02.12.2013

"W Pierścieniu Ognia"



Tytuł: "W Pierścieniu Ognia"
Tytuł oryginalny: "Catching Fire"
Gatunek: Akcja / Sci-Fi
Produkcja: USA
Polska Premiera: 22 listopada 2013
Reżyseria: Francis Lawrence
Scenariusz: Simon Beaufoy, Michael Arndt
Na podstawie: "W Pierścieniu Ognia" Suzanne Collins
Ocena: 6/6

Obsada:
Jennifer Lawrence - Katniss Everdeen
Josh Hutcherson - Peeta Mellark
Liam Hemsworth - Gale Hawthorne
Woody Harrelson - Haymitch Aberatchy
Elizabeth Banks - Effie Trinket
Lenny Kravitz - Cinna




Mój komentarz:
Jako że wszyscy ostatnio piszą o tym filmie pomyślałam, że nie będę gorsza i też podzielę się moimi wrażeniami.

Na film od początku nastawiona byłam bardzo pozytywnie i kiedy w końcu udało mi się go obejrzeć (dzień po premierze) wyszłam z kina niesamowicie podekscytowana i nie mogąc doczekać się kolejnej część.

Katniss i Peeta wyruszają na Tournée Zwycięzców. Pojawiają się we wszystkich dystryktach, żeby wygłosić przemówienie i złożyć kondolencje rodzinom poległych.
Niestety podczas Tournée wybuchają zamieszki. Aby pozbyć się ich przyczyny prezydent Snow przystępuje do organizacji jubileuszowych, 75. Igrzysk, w których dawni zwycięzcy będą musieli stanąć przeciw sobie.

Pomimo zmiany reżysera film wyszedł wspaniale. Francis Lawrence popisał się swoim talentem. Nie zabrakło humoru, strachu i oczywiście wzruszeń.

Aktorzy również spisali się na medal, trzeba im to przyznać. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę mogła z czystym sumieniem powiedzieć 'tak, to jest aktor, który trafił w dziesiątkę'. Cała obsada bardzo wczuła się w swoje postacie i to widać, efekt jest oszałamiający.

Jestem niesamowicie (mile) zaskoczona, bo mimo, że czytałam książkę i wiedziałam - co i kiedy się wydarzy - płakałam pół filmu!

Co do bohaterów - nie wiem od kogo zacząć.
Caesar Flickerman i Effie Trinket - bohaterowie, w których jestem totalnie zakochana! Rozbraja mnie ich pozytywizm, kolorowe ubrania (tak, tak, może to dziwne, ale uważam je za przeurocze) i, oczywiście, podejście do Katniss i Peety, którzy znowu musza iść na ta Igrzyska. Moment, kiedy Effie losowała ich imiona - był chyba dla mnie najsmutniejszy z tego wszystkiego. Wzruszyło mnie, że Effie rzeczywiście tak bardzo się nimi przejmuje.

Finnick Odair - On jest po prostu cudowny! Chyba nikt nie uważa inaczej. Uwielbiam aktora, który go grał i oczywiście samą postać. Uwielbiam jego podejście do Mags, tą beztroskę, która w sumie w jakiś sposób go otacza no i, przede wszystkim, scena z kostką cukru! Po prostu piękne!

Johanna Mason - Nie wiem co takiego jest w niej, że tak bardzo ją polubiłam. Naprawdę nie mam pojęcia. Ale trzeba przyznać, ze jest świetna. Jej podejście trochę cyniczne, ironiczne. trochę ignorancji, fakt, że to co robi kłóci się z jakimiś normami społecznymi (patrz: scena w windzie). To wszystko składa się na cudownie wykreowaną postać, która intryguje i której po prostu nie da się nie lubić!

No i oczywiście Katniss i Peeta - ale o tym, ze ich uwielbiam nie muszę chyba mówić. ;)

Według pewnego portalu internetowego budżet na drugą część "Igrzysk..."  został zwiększony o 52 miliony dolarów (w sumie na zrobienie całego filmu przeznaczono ok. 130/140 milionów dolarów, różne portale podają różne liczby). Podano również, gdzie zostały ulokowane te pieniądze:
 
  • Ponad 10 milionów wydano na rozszerzenie efektów wizualnych w sequelu.
  • Jennifer Lawrence otrzymała dużą podwyżkę, zarabiając za drugi film niemal 10 milionów dolarów (przy pierwszym filmie zarobiła 500 tys. dolarów plus bonusy z box office).
  • Josh Hutcherson i Liam Hemsworth otrzymali nieco mniejsze niż Jennifer podwyżki płacy.
  • Nakręcono więcej scen przy większej lokalizacji (W pierścieniu ognia kręcone było w Georgii i na Hawajach, a Igrzyska śmierci jedynie w Karolinie Północnej).
  • Francis Lawrence wydłużył dni produkcji filmu z 84 do 89 dni.
Z pewnością możemy przyznać, że efekty zwiększonego budżetu widać w filmie.

Dobrze, rozpisałam się trochę, ale nie chcę nikogo zanudzać, bo przecież ile można czytać jaka wspaniała była to produkcja? Jeśli ktoś doszedł do końca tego postu jestem wdzięczna za wytrwanie w chaosie moich myśli. :) Czekam na wasze opinie (chociaż bardzo dużo już poznałam), ale i tak, może w końcu ktoś napisze coś mniej pozytywnego, co sprawi, że ponownie rozważę moją opinię na temat filmu.
 

xo, A.