Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30 day book challenge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30 day book challenge. Pokaż wszystkie posty

28.02.2014

30-Day Book Challenge.

Dzień szósty - Książka, która cię zasmuca.
"Delirium"
Z jednej strony zasmuca, z drugiej wręcz przeciwnie. Niewątpliwie również jedna z moich ulubionych książek. Zasmuca w niej świat, w którym miłość jest czymś zakazanym i potępianym. Zasmuca nieświadomość, która dotyczy każdej 'wyleczonej' osoby w tym chorym świecie. Zasmuca też historia Leny, której udało się poznać miłość, chociaż przez to wciąż musi zmagać się z coraz to nowymi przeciwnościami. Ale myślę, że gdyby miała zdecydować jeszcze raz wybrałaby to życie, które prowadzi, bo życie bez miłości jest nic nie warte.
 
Dzień siódmy - Książka, przy której się śmiejesz.
"Błękit szafiru"
Jedno imie - Xemerius. Ten facet rozśmiesza mnie tak bardzo, że nie mogę normalnie czytać. Jego teksty mnie powalają, szczególnie, że nie słyszy ich nikt oprócz Gwen. Swoją drogą rozmowy dziewczyny z duchami, nie tylko Xemeriusem, są przezabawne, bo za każdym razem myślę sobie, jak czują się osoby, które tego słyszą!
 
Dzień ósmy - Najbardziej przereklamowana książka.
"Zmierzch"
Kiedyś był to wielki hit i zawładnął sercami wielu czytelników, ale te czasy już minęły. Teraz kiedy ktoś mówi mi jaka ta książka jest wspaniała, to aż nie mam ochoty tego słuchać, bo moim zdaniem ten przesadny zachwyt jest nieuzasadniony.
 
Dzień dziewiąty - Książka, która myślałeś, że ci się nie spodoba, ale się w niej zakochałeś.
"Trylogia Czasu"
Trochę inaczej ujmę ten punkt. Chyba nie ma jednej konkretniej książki, o której mogę powiedzieć, że byłam pesymistycznie nastawiona, ale się zakochałam. Jest za to cała seria książek, co do których mam właśnie takie odczucia. "Trylogia Czasu". Po pierwszej części trochę się rozczarowałam i byłam pesymistycznie nastawiona na ciąg dalszy, ale ostatecznie skończyło się tak, że pokochałam tą serię bardzo mocno. :)
 
Dzień dziesiąty - Książka, która przypomina ci o domu.
"Lotta z ulicy Awanturników"
"Lotta..." z powodu jej niewielkiej objętości była jedną z najczęściej czytanych przeze mnie książek w dzieciństwie. Dzięki temu teraz ona właśnie najbardziej kojarzy mi się z domem.
 
 

 
 
 

16.12.2013

30-Day Book Challenge.

Dzień pierwszy - Najlepsza książka, jaką czytałam w zeszłym roku.
Nie pamiętam szczerze mówiąc jakie książki czytałam w zeszłym roku, a jako że nigdzie tego nie zapisywałam nie mam też jak sprawdzić, ale myślę, że "Miasto Kości" mogłam czytać w zeszłym roku, a w tym czytałam ponownie żeby przypomnieć sobie przed filmem jak to dokładnie było. A jako że zapamiętałam tą pozycję myślę, że mogę ją uznać za najlepszą zeszłego roku. :) 
 
Dzień drugi - Książka, którą czytałam więcej niż 3 razy.
"Mały Książę" & "Lotta z Ulicy Awanturników"
Większość książek czytam tylko raz, czasem zdarzy się, ze zrobię to 2 razy raczej nie 3 ani więcej. "Małego Księcia" i "Lottę z Ulicy Awanturników" czytywałam za młodu, kiedy jeszcze nie byłam wielką fanką czytania. Były to krótkie książki, które potrafiły mnie zaciekawić, a jednocześnie były lekki i przyjemne, dlatego mogłam je czytać w kółko, kiedy tylko miałam na to ochotę.
 
Dzień trzeci - Ulubiona seria
To jest bardzo trudne, bo uwielbiam wiele serii są wśród nich "Igrzyska Śmierci", "Akademia Wampirów", "Szeptem" i wiele innych, ale powinnam wybrać jedną, więc myślę, że za ulubioną serię mogę uznać "Delirium". Nie czytałam wszystkich części, ale to co przeczytałam wystarczy, żeby powiedzieć, że jest to najpiękniejsza serii, jaką znam.
 
Dzień czwarty - Ulubiona książka ulubionej serii
Obie części serii były cudowne, ale przy drugiej wiedziałam już o co chodzi i nie miałam tak wielkiej przyjemności z odkrywania jej wnętrza jak w pierwszej. No i tak samo główna bohaterka w drugiej części była już wtajemniczona w ten 'nowy' świat, a w pierwszej dopiero ktoś zaczął jej go pokazywać, więc tak pierwszą część zdecydowanie lubię bardziej. :)
 
Dzień piąty - Książka, która poprawia ci humor.
Długo zastanawiałam się nad odpowiedzią na to, bo nie mam książek, które poprawiają mi humor. Szczególnie, że lubię takie przy których mogę się rozpłakać. Ostatecznie doszłam do wniosku, że "Szeptem" może być taką książką. Nie do końca jest poprawiająca humor, ale myśl o jej treści przywołuje uśmiech na moje usta. :) 
 
 
 
 
xo, A.